Brzany z UK


najniższy stan wody latem.

Dawniej linia frontu, dziś rzeka okupowana przez uzbrojonych po zęby.. wędkarzy - River Ribble :) Aczkolwiek zimą; zimą to całkiem inna historia..
Szalona pogoda i niska temperatura oraz ilość brań jakie przypada na dzień, a raczek tygodnie zniechęca 90% zapaleńców. Dotąd obsiadywane miejscówki zaczynają pustoszeć. To był czas, gdy właśnie postanowiłem, że nie odpuszcze i po znalezienu odpowiedniej miejscówki

zasiadłem tam na dobre.
Każdy tydzień w weekend pakowałem się i wyjazd, bez względu na pogodę czy marudzenie żony - ja musiałem tam być.

Zdjęcia ogromnych brzan z gazet łowionych w UK oraz chęć sprobowania się z tą jakże waleczną rybą były silniejsze odemnie. I choć rzeka w Preston nie słynie z częstych połowów, medalowych osobników to fakt ten raczej podsysał moją motywację odkrywania rzeki aniżeli zniechęcał. W pamięci miałem jeszcze 3,6kg, pażdziernikową brzanę

i jej uparte parcie do dna, a co dopiero taki 4-o czy 5-o kilogramowy okaz!
Mażenia, mażeniemi, ale czas mijał, a ja nic. Za każdym razem kombinacje ze sprzętem i przynętami, cały dzien nad rzeką i na pocieszenie. Tuż przed pujściem na autobus, przy burcie brzegowej - BANG!... Tak oczekiwane wygięcie kija i.. i kleń. Ładny

bo prawie 2kg (1,8kg 51cm), ale to nie to.. to nie brzana..
PS. Przypominał mi okaz złowoiny latem (1,6kg), tylko teraz na zimę jakby się troche bardziej spasł - opłaca się wypuszczać ryby :)

Dnie i wieczory mijały. Zarzucam kolejmy raz. W odmęty wirującej cofki. Tak trochę w warkocz i trochę do siebie i zasiadam w nadzieji na ten jeden, tak wyczekiwany raz.

Już pużno, nerwowo spglądam na zegarek, ciemno do okoła, a droga daleka.. I jest - BUM! Szarpneło! W ciemnościach dużo nie widzę. Kontrolowanie odjazdów też na wyczucie. Lekkie odkręcenie hamulca wystarczy by ryba automatycznie to wyczuła i zaczełaschodzić z prądem rzeki. Jeszcze raz trochę domnie trochę ona zabiera. Po kilku minutach już jakby mam więcej do powiedzenia. W końcu ryba koło brzegu i nagle.. stoi. No ładnie przymurowała myślę sobie, ale zaczep nie ożywa - ryba poszła.. Zrywam żyłkę i wracam z mieszanymi uczuciami do domu. To było coś naprawdę ładnego! Udało mi się skusić rybę do brania, ale jej nie widziałem.. Biorę głęboki oddech i nabieram sił na kolejny wyjazd. Kolejne wieczory nad rzeką

ale tym razem siedziałem bliżej kija :) Nadszedł czas przemyśleń. Co by tu jeszcze zmienić, a co dodać. Głównym problemem był nurt, który uderzał w mój brzeg. Problem potęgowały niesione przez wodę i mocny uciąg liście i gałęzie zbierane przez wylewającą z koryta rzekę. Zaczołem się rozglądać za innym miejscem, ale przecież to tu był ta moja upatrzona miejscówka.. Aż w końcu wpadłem na pomysł, żeby spróbować z drugiej strony - I to było to! Dłuższa wędrówka do mostu i spowrotem na miejsce zostały zrekompensowane postokroć!
Złowiłem na pellet pierwszą w życiu trotkę - cóż za waleczna ryba!

Nadszedł koniec zimy. Zaczołem bardziej dostosowywać się do warunków i zmieniać zanęte oraz przynentę. Z uwagi na to, że często trafiał się niechciany i nieplanowany przyłów

zaczołem stosować większe przynęty i więcej nęcić drobnicę. A dokładniej mowiąc zaczołem stosować kulki o tym amym zapachu co pellety (halibut), ale o rozmiarze 18mm dodatkowo przekrajane na pół i pozostawiane na noc w specjalnym aromatycznym "sosie" z jajkiem..
Minoł styczeń, luty.. marzec już w połowie - ostani dzień przed zamknięciem sezonu. Ostatnia szansa. Woda opada i się klaruje. Ryby schodzą do rynien i pod moje drzewko :) Temperatura podskoczyła pierwszy raz od niepamiętnych czasów ogrzewając mi plecy. Coś niby skubie, ale to nie to. Nie to walnięcie na które czekam. Przerzucam zestaw i donęcam. Słońce chowa się majestatycznie za horyzontem. Nagle FRU! Wędzisko ucieka z podpurek! Ale ja byłem tuż tuż. Reaguję natychniastowo. Ryba raczej nie szaleje. Pewnie ociężała od ikry. Poszła z nurtem i chodzi przy dnie. Moje siłowe starania zdobycia żyłki są raczej bardzo, bardzo powolne. Aczkolwiek ryba krok po kroczku zaczyna podchodzić do mnie. Jeszcze trochę. Jeszce delikatnie domnie i następne cantymetry żyłki moje. Pierwszy błysk. Drugi. Kontrolowany odjazd. I jest widzę ją - jest przeogromna. Stoi pod prąd. Męczy się i spływa na napiętej żyłce domnie. Znowu odjazd. I jakasz radość! Po tylu dniach!! Mając tą przewagę, że wybrałem stronę bez zaczepu i z plażą mylnie sądzę, że łatwo wyślizgiem wezmę rybe. Ale ona jest za gruba by wjechać na brzeg :) I za szeroka w głowie by ją złapać ręką! Opuszczam więc wędkę do wody i w chwili ryzyka wyciągam przepiękne rybsko dwoma rękoma na brzeg. Łapię mocniejszy wdech i przecieram oczy. Tak to jest to! :)))

4,5kg brzana. Szybka sesja zdjęciowa. Jeszcze spojrzenie sobie w oczy i ryba wraca do swojego królestwa. Stoi chwilę. Poczym wygina mocniej ogon i odpływa jednym machnięciem w głębiny...


Okolice


most w Preston


widok z mostu latem


rzeka w mieście


dalej od miasta


kleniowa miejscówka w mieście


by złapać klenia dobrze jest się schować ;)


i na koniec - swojskie klimaty )


Linki

Więcej info o rzece i wędkarstwie w Lancashire:

www.gandljdean.co.uk

Pozdrawiam i życzę połamania kija!
Konrad Kurowski.