Data:
Czwartek 1 marca 2007Pogoda:
Sztormowa, choć pod wieczór się uspokoiło i nawet były przejaśnienia.Stan wody:
Powierzchnia nader dotleniona i schłodzona - w sam raz dla pstrągów.Miejsce:
Esthwaite Water: centrum jeziora i zatoka przy recepcji - niedaleko od trzcin.Przynenta:
Małe obrotówki nr 0 i 1 ze śrucinami by móc wykonać lepsze rzuty, popołudniu utrudniane przez wiatr.Zestaw:
3m spinnin z 0,22.Sposób:
Popołudniu wypatrywalem miejsc, gdzie pokazywały się ryby i tam prubowałem szczęścia większym liskiem wierzbowym. Skończyło się na pobiciu. Popłynołem, więc bliżej środka i zmieniłem przynętę na hałasujący złoty comet z włosiem na kotwiczce i pomarańczowym korousem (tęczaki raczej lubią pomaranczowy!). Po kolejnym zarzuceniu w fale po dryfującej łudce, niedaleko burty uderzenie! I całkiem, calkiem walka jak na tak niewielką rybę. Muszę przyznać, że miałem problemy z podebraniem jaki utrzymaniu ryby do zdjęcia również :)| Mapa |
|
Naturalnie występuje w Ameryce Północnej. Istnieją dwie odmiany: wędrowna, tzw. steelhead (spływająca do morza) i osiadła.
Dojrzewa płciowo w 2 lub 3 roku życia. Tarło pstrąga tęczowego odbywa się od grudnia do maja. Ryby wyszukują żwirowate ujścia rzek. Rośnie bardzo szybko, w dobrych warunkach już w 3 roku życia waży około 1 kg.
Pstrągi tęczowe są niestrudzonymi i wiecznie głodnymi łowcami. Podstawę ich jadłospisu stanowią owady i ich larwy. Wiosną żywi się jętkami i ważkami, jesienią owadami zaniesionymi pod wodę przez wiatr. Pstrągi zjadają też małe ryby, żaby, kijanki oraz robaki.
Dzięki swej żarłoczności i waleczności oraz szybkim przyrostm stał się bardzo atrakcyjną rybą dla wędkarzy stosujących różne techniki wędkarskie.
Wybierając się na tęczaka możemy spodziewać się, że czas nam zleci szybko, szczegóolnie gdy wybieramy się z muchówką. . Wymagana jest bowiem mobilność (nie tylko jedno komurkowa :) i kombinatoryka (nie tylko przedmiotowa :). Mam na myśli, ciągłe przemieszczanie się i zmienianie przynęt. Ściąganie wolne i szbkie. Łowienie z powierzchni i dna. Obserwowanie i wyciąganie wniosków. Gdy dodamy do tego odrobinę szczęścia i czasu spędzonego nad wodą zaowocuje nam to piękną walką, silnej ryby, której podebranie rękoma to prawdziwy wyczyn.
To tyle jeśli chodzi o teorię w praktyce dochodzi jeszcze coś więcej, np. element zaskoczenia. Miałem okazję zaznać tego "elementu", podczas wędkowania na Lunie. Kiedy to juz pod wieczór wracając do domu postanowiłem zajechać jeszcze na wodospad i rzucić pare razy. Sprzęt mijał się z celem i umiejętności rzutowe miałem jeszcze żadne, ale udało się! Podwiązełem około 5cm pomarańczową tube fly i wykonałem śmieszny wymach (chciałbym napisać rzut :) do warkocza. To były moje pierwsze wypady z łososiową, sztywną muchówką przy której - tak jak i tym razem - zawsze mi się coś plątało.. Stalem więc i motałem się przy okazji ściągając linke, ktorą znisło pod brzeg. Aż tu ni stąd ni zowoąd BUM! I odjazd. Walka nie była zbyt długa. 4m kij zrobił swoje i moim oczom ukazała się moja pierwsza ryba na muche - 43cm tęczak.

W praktyce oprócz szybkich, niespodziewanych brań możemy spodziewać się też dni spędzonych na machaniu w jednym miejscu, które dopiero na końcu okazują się, że tak to ujme "wędkarsko atrakcyjne". Miejcsem, w którym lubie spędzac czas bez wiekszych wędrowek jest maluki stawik w Caton. Potrafię tam niemal cały dzień przestać na kładaczce z muchówką i okularami na nosie. A przyczyną takiego stanu rzeczy w głównej mierze są, spore "zagęszczenie" ryb i super czysta woda. Mieszanka taka sprawia, że nawet jeśli nic nie bierze to pooglądac można sobie jak nigdzie indziej. Można zdać sobie sprawe z tego, że ryby nie raz obserwują naszą przynęte, ale nie reagują, bo coś im nie pasuje. Lub nawet odprowadzają ją do samego końca i gdy wyjmujemy muche z wody to chcą zaatakować - i wtedy bardzo ważne jest jak sie zachowamy. Decydujące kilka cm przed skończeniem ściągania warto czasem przedłużyć. Raz byłem świadkiem jak tęczak płynoł za droperem. Aj jakież to było ekscytujące! I gdyby nie okulary to wogule nie zdawałbym sobie z tedo sprawy i pozbył się - czasami jedynego na dzień - brania. Tym czasem zauważywszy sytuacje, zwolniłem powolutku podciągnołem przypon do góry a pstrąg uderzył w muche na tyle.
Pstrągi na stawach są może mniej płochliwe i bardziej spasione, ale nie przeszkadza im to zupelnie w testowaniu naszego sprzętu. Są to silne, duże i waleczne ryby. Bez podbieraka nie raz dadzą odjazd. Trzeba tylko pamietać by po takiej walce szybko robic fote i zwracać rybę do wody!
PS. Warto zabrać grubsze przypony na wieczór - mam na myśli bardzo grube żyły - oraz wypić piwo dla zachowania spokoju :) Ryby które przed nocą podchodzą do samego brzegu potrafią swoimi rozmiarami przerazić.
Pewnego dnia, gdy maiłem się już pakować. Niemalże pod nogami zauważylem rybsko około matrowej długości. Za pierwszym razem myślałem, że to zjawa lub za długo już łowię, ale ryba wróciła raz jeszcze dla potwierdzenia faktu i wtedy naprawde zdębiałem. Chciałem nawet podrzucić jakąś muche, ale ryba niewzruszona majestatycznie odpłyneła, a ja po "ochłonięciu" popatrzyłem jeszcze w wode, a potem na kij i pomyślałem sobie - z czym ja startuje do tego monstera?...

Kuros