Data:
Niedziela 20 sierpnia 2006.Pogoda:
Po kilkudniowym okresie deszczów wyszło słoneczko i się uspokoiło - nawet ciepło.Stan wody:
Woda wysoka i trącona - umożliwiła rybom wejście na wyższe partie rzeki. Do tego całkiem ciepła - łososie przy wierzchu.Miejsce:
Halton Fishery - Lower Beat. Pod drzewami za wielkim głazem.Przynenta:
Mała miedziana wahadłóweczka, prz której - na szczęście - przed połowem wymieniłem kotwiczkę na nową, srebrną i przedewszystkim ostrą sztuke. Dzięki niej sięgnołem w dość delikatny sposób (z przystopowaniem żyłki przy "lądowaniu" blachy) drugiej strony rzeki.Zestaw:
Stary, teleskopowy i sprawdzony spinning 3m + mały i lekki spinningowy kołowroteczek z 0,22 ką na szpuli.Sposób:
Daleki rzut nie stawiającą oporu w powitrzu i dość lekką blaszką położoną cicho na wodzie to był klucz do sukcesu! W końcu po tak długim okresie jedynie przypatrywania się wyskakującym rybom, które nierobiły sobie apsolutnie nic z moich poczynań mój upur został nagrodzony! Kolejna zmiana przynęty. Następne, nowe miejsce i BUM! Explozja wody, zaraz po dotknięciu wahadłówką wody!!! Musze przyznać, że zdrętwiałem.. Bez zacięcia ryby - odrazu walka! Jest! Jest mam rybe :0 Młynki na wodzie, dłuższe odjazdy i murowania - sama poezja :) A potem ten widok srebrnego, ogromnego błysku z wody przy brzegu - nie będe tu pisał jakich słów wtedy użyłem... Powoli, powoli, bo rybsko ciężkie, a ja jak zwyykle bez pomocy.. Jeszcze troche, pakuje się w błoto uważając by całkiem do rzeki nie wjechać i wyciągam go na brzeg. Wszystko nabiera innych rozmiarów w porównaniu z rybą! Co za ogon! Paszcza! Silny umięśniony tułów! I to ja go zlapałem?? Szok i radość - to był naprawdę Udany Dzień :)))
Połamania kija ;)
Kuros
| Mapa |
|