Home fishing salmon fishing flag-england
Łosoś 5kg

Data:

Czwartek 23 pazdziernika 2008.

Pogoda:

Od samego rana mrzawka i tak przez caly dzien + silny i bardzo silny wiatr z Pol-Zach. Cisnienie dzien wczesniej z wieczora wysokie 1021 mb.

Stan wody:

Podwyszona po ostatnich deszczach, ale czysta.

Miejsce:

Halton Fishery - Top Beat. Na spietrzonej wodzie przed wodospadem.

Przynenta:

Miedziana wahadlowka 28g z czarwonym dodatkiem na dosc sporej kotwicy.

Zestaw:

4-o czesciowy spinning 3m (40-60g wyrzutu) + Shimano Catana 4000R z plecionka.

Sposób:

Generalnie dalekie rzuty pod druga strone, chwila na opadniecie blachy do dna (na napietej lince - dzieki czemu nie doochodzi do poplatania i jestesmy w stanie wyczuc ewentualne skubniecie/branie) i splyw z bardzo powolnym zwijaniem - calkiem podobnie jak przy polowach z mucha.

Rzucam i schodze w dol z nurtem. Kolejne miejsce, juz przy plocie oznaczajacym koniec odcinka. Woda ze wzgledu na niedaleko polozony stopien jest spietrzona i dno schodzi stromiej z mojej strony niz pare metrow wyzej, gdzie latem przewaznie jest plaza. Woda plynie tu wolniej i jest sporo glebsza - to tu powinny stac ryby (szczegolnie te wieksze) przy tak niskich stanach wody jak dzisiaj..

Kolejny rzut na okolo 70 stopi w dol rzeki. Odwracam sie od wiatru, opad i powoli zaczynam zwijanie. Nie robie juz nazbyt duzych roznic w zwijaniu czy podciaganiu, jestem juz troche zmeczony walka z pogoda i ponad 4 godz rzucania dosc ciezkimi przynetami typu Flying C 20/25g, ktore w nurcie sa dosc ciezkie do utrzymania. Dlatego miedzy innymi zalozylem wachdlo - mniejszy opor, a pozatym lubie wahadlowki, sluteczne jak zadne inne przynety, przewaznie pod koniec polowu wyciagane z pudelka okazuja sie trafem w 10. Tak tez bylo tym razem, wybralem miedziane Toby - ten sam typ co zapiol losoia 2 lata temu tyle, ze ciezsza (28g). Stoje i zwijam owiewany z kazdej strony skupiony na szczytowce wedki - i - bum, bum.. Zaczep?? Odwracam sie, podnosze kij wyzej i podciagam do siebie. A to cos pulsuje!! Moze jakas galaz odbija moje pociagniecia? Podwijam plecionke i probuje mocniej do siebie zatrzymujac kij w miejscu - wedka ozywa :)))) TO RYBA :D Mam rybe! Na dosc sztywnym kiju i plecionce dochodzi do kilku niekontrolowanych zrywow. Potem ryba idzie powoli przy dnie pociagajac nonstop z sila do siebie. Tam gdzies na koncu linki w odmetach wody jest rybsko i to niczego sobie rybicho :) Jest 14:14. Ryba chodzi na glebszej wodzie dluzszy czas zmuszajac mnie do przelozenia wedki w druga reke na chwile. Probuje troche mocniej podciagnac rybe do wierzchu zeby choc na chwile ja zobaczyc, jednak nie za mocno - ostatnie 15cm to przypon z zylki 0,35 (lub 0,30). Ryba pomimo podwinieciu kilkunastu zwojow ciagle daleko. Dopiero po okolo 10 min pierwszy raz ja widze. Dlugi srebrzysty blysk rozchodzacy sie w wodzie, dajacy szanse na pokonanie dotychczasowego rekordu sprawia, ze natychmiastowo robi mi sie niesamowicie goraco - nawet w tej lodowatej wodzie, w kotej zdazyly mi juz zcierpnac palce u nog :) Wchodze do wody, jes juz calkiem blisko, ale zauwaza mnie i daje odjazd spowrotem. Tym razem jednak juz nie ma sil na murowanie przy dnie. Robi kilka mlynkow przy wierzchu - poluzniam wiec troche z obawy ze moze byc lekko zachaczona. Odjazd i powolna kapitulacja. Powoli holuje ja do samej burty brzegowej. Jeszcze ostanie podrygi i podnsze ja z wody - jest 14:30, minelo 15 min walki - uf co za mily ciezar :)) Rybsko laduje na trawie - JEST, MAM CIE :D Ale gigant! Szybka PRZEMILA sesja zdjeciowa, odchaczanie - losos jak to przewaznie bywa przy braniach na splywajaca blache - konkretnie zapiety w "nozycach". Potem zjazd na trawie do wody, ostatnia fota i podziwianie gabarytow, pieknie ubarwionej (juz od kilku miesiecy w rzece) ryby. Powoli wraca do siebie. Kilka nieudanych zrywow. Podnosze ja z dna i ustawiam pod prad. Oczyszcza skrzelai i wkoncu kilkoma mocniejszymi machnieciami wielkiego ogona znika w czarnej czelusci, z ktorej przybyla...

That's what I call Very nice day :)

miejscówka w Halton

Napietej linki :)

Kuros

Do góry