06.09.2009
Dzienki mozliwosci zabokowania biletu na dzien nasteny w niedziele zaczolem na ulubionym Skerton Beat. Jak mi
sie wydawalo przybylem na wyspe bardzo wczesnie, jednak okazalo sie, ze jest juz na niej kilku wedkarzy, ktorzy czekaja z
rozlozonymi wedziskami na 8:00 by oddac rzuty jako pierwsi! Jeden z nich oznajmil mi, ze starcil wczoraj 6 ryb!! Lowil na
cos podobnego do Irish Shrimp na kotwiczce. Z uwagi na to, ze ten odcinek byl wczoraj “napchany” wedkarzami do bulu no to
niezle musialo sie tu dziac!!! A ryby po takim masowym przelowieniu dzisiaj nie beda juz tak skore do bran…
To co sie pozniej wydazylo nie zasluguje na opisywanie – poprostu niektorzy wedkarze uwazaja sie za Bog wie kogo.
Hamstow i tyle!
Poszedlem na druga strone, z ktorej jeden szczesciarz wylondowal okolo 9tej lososia w granicach 5-6lb. Mimo prob i
kombinacji pozostawalem bez rezultatow. Tym czasem koles oblawiajacy juz jakis czas dolny odcinek, ktory wszyscy raczej
ostawiali wyjol ladna sztuke z 8lb (lowil chyba na male cascade). Poszedlem na sam poczatek. Splyw troche dluzszej linki
w wiry przy cofce i seria podskuban. Jednak mialem za malo luznej linki pod reka i po pociagnieciu sznura z kolowrotka
ryba puscila… Mimo, ze kolowrotek byl odkrecony na max to jednak nie wystarczylo. Trzeba kontrolowac linke palcami i zawsze
pozostawiac jej wiencej pod wedka. Okolo 1m (a czsem i wiencej) luznej linki moze byc klopotliwe, ale jest jednak niezbedne.
Powtorzen nie bylo. Branie bylo konkretne i trzeba bylo je zaciac. Coz szansa minela. Ryba uciekla w jakis dolek i
szybko z niego nie wyjdzie. Czas minol i przyszedl przyplyw, a wraz z nim skutery wodne “ujezdzajace” po powierzchni do
ostatnich chwil podwyzszonej wody. Tak na dokladke, jakby ten dzien byl jeszcze za malo denerwujacy…
Po 17tej pojechalem do domu. W palnach miajac zakup mniejszych , ale solidniejszych double salmon nr 8. I moze jeszcze
troche pomarnczowego Bucktail , bo dalikatny Arctic Fox, gdy namoknie uwielbia zaplatywac sie wokul haka. Mucha wyglada
wtedy jak kulka. Lowisz z takim czyms dluzsz czas, a twoja jedyna szansa tego dnia przemija, bo przy zarzucaniu koncowka
muchy owinela sie wokul kolanka kotwiczki…
PS. mucha na ktora mialem branie byla dosc “gruba”, czarno-pomaranczowa i z duzym piurkiem z przodu, wiec napewno
zauwazalna w wirach rwacej wody przy poczatku odcinka. Nastepna rzecza warta zanotowania jest fakt, ze mucha ta mimo
swych gabarytow miala stosunkowo krotki ogon, byla wiec raczej latwa do chwycenia dla ryby, a w silnym nurcie dlugi
falujacy koniec nie odgrywa znacznej roli.