|
Pierwszy klen na spinning 2009 | ![]() |
To byl wspanialy, wyczekiwany od miesiecy dzien. Kilkudniowe ocieplenie dochodzace do 8 stopni i wysokie cisnienie dodatkowo dopingowaly by wyprobowac nowo zakupiony kijek i kolowrotek. Skladam calosc, nawijam nowa 0.21 "POWERSTEEL" i do dziela. Z uwagi na to, ze tego roku zima byla bardzo sucha rzeke zastaje bardzo, bardzo niska. Wyciagam, wiec lekki, plywajacy woblerek Rapali i oblawiam gleboczke tuz za przelewem. Wczuwam sie na calego i w jakze przemilej, sielankowj atmosferze nawet nie wiem kiedy, a to juz dochodzi obiadowa pora.
Poslizg w blocie - na ryby nie ubieraj sportowego obowia - i dostaje olsnienia, ze jeszcze ogrom rzeki przedemna, a wieczor to juz za pare godzin! Zaczynam sie spieszycz i plycizny poprostu pomijam. Dochodze do dolka za zwalonym drzewem, w ktorym testuje kilka przynent. W koncu dzieki okularm polaryzacujnym zauwazam rybsko, ktore odprowadza moja miedziana obrotowke z czerwono-zoltym dowiazanym wlosiem na kotwiczce (listek nr 1). Po kolejnym rzucie okazuje sie, ze to szczupak Jednak jeszcze raczej w zimowej formie, niezdecydowany i bez apetytu (moze trzeba bylo sprobowac woblekiem?). Ide dalej duzo miejsc opuszczajac, tylko dlatego, ze przybyli grunciarze i kolesie, ktorzy nie maja co robic w tydzien wolny od szkoly i wpadli na genialny pomysl wrzucania kamieni do rzeki dla zabicia czasu... Jeszcze dodatkowo ladowanie rokrzyczonych gesi i na uspokojenie robie sobie przerwe.
Zagryzajac kromala zakladam okulary. Ot tak by zobaczyc jaka roznice daje ich uzywanie i pod soba w wodzi zauwazam jakies biale rybsko - chyba zdechle??
Zeslizguje sie do rzeki i nagrywam podejscie do "zdechlaka". Az tu nagle ryba ozywa i daje dyla w nurt. To losos zalatwiony przez obzydliwa
plesn, przyplynol do brzegu by w spokoju...
A to filmik jaki wtedy nagralem: youtube
Dzien jakby zwalnia. Koncze jesc i rozmyslam sie troche, kontem oka zauwazajac oczkowanie na powierzchni wody ponizej. Koniec przerwy. Szkoda czasu - juz 15a. Do woblerka dokladam sruciny, zdejmuje dwie male kotwiczki i w ich miejsce wstawiam jedna wieksza pod brzuszek przynenty. Chodzi jak mazenie ale po kilkudziesieci rzutach wchodzi w zaczep...
Wracam do obrotoweczki - listka. Czym blizej wieczora, tym wiecej oczkowan. Znowu jacys wedkarze probuja mi wytlumaczyc, gdzie ich zylka. Dochodze do zakretu, a na zegarku dochodzi 17a. Placze mi sie poskrecana zylka od obrotowki, ktora odcinam i wyjmuje ostatnia Rapalke z pudelka. Jeszcze mniejsza od poprzedniej (3cm) z domalowanymi, czerwonymi pletewkami i skrzelami. Lece w dul zerkajac na rzeke, czy czasem nie pomine jakiegos dolka.
Zauwazam oczko - hymmm. No nie tym razem nie pomine go. Cofam sie i rzucam ze skarpy. Skupiony na szczytowce wyczuwam serie skubniec. Jeszcze jeden rzut, troche dalej i wyzej. Woblerek powoli splywa i BUM - zacinka. Ryba siedzi :) Alez przemile uczucie. Niby zadem okaz, ale ladny, odpasiony 38cm egzemplaz zimowego klonka londuje na brzegu - wyprawa udana!
Zapada wieczor na plytkiej, cieplejszej niz rano wodzie to teraz zaczyna sie cos dziac. Podpinam srucinki przed woblerkiem, ktory mimo, ze tonacy niezbyt dobrze trzyma sie dna w nurcie i probuje za brzana. Jednak kompletu nie ma.
Dochodzi 18a - czas pakowac sie i uciekac na pociag. Z malym niedosytem i juz tesknota za rzeka i tymi wszystkimi glebszymi dolkami z drugiej strony ktorych nie mialem okazji oblowic, a ktore to wygladaja jakze obiecujaco - do nastepnego razu! :)