![]() |
Pierwszy grilse na spinning | ![]() |
Pierwszy dzien na Caton Beat byl calkiem niczego sobie. Zaczolem jeszcze przed 8a, oblawiajac pod prad ostry zakret zaczynajacy odcinek. Na sredniej wlk. Spindle, zolte z czarnym mialem jakby pobicie, ale dalej nic z tego nie wynikalo, wiec postanowilem poprobowac innych przynent. Nawet tych najmniejszych obrotowek nr 2 na plytkim przelewie ponizej.
Jednak najlepsze lowienie zaczelo sie po 11-tej, gdy doszedlem do miejscowek z glebszymi dolami i rynna z mojej strony. Wciskajac sie pomiedzy drzewa, rzutami pod prad oraz przerzucajac nurt udezyl przeslicznie ubarwiony pstrag :)
Dalej wzdluz burty brzegowej nic. Schodze nizej, pojawiaja sie wedkarze i odrazu zmierzaja, chyba raczej na prywatny odcinek rzeki oraz tam, gdzie jeszcze nie zdazylem oblowic :] Dosc spora grupa wedkarzy, tym bardziej, ze to srodek tygodnia a nie weekend. Wypasazeni w bardzo silny sprzet. Multiplikatory, duze, kolorowe woblery oraz 15' 16' muchowki z muchami w stylu cascade wygladaja jakby przyszli po lososie, ktorych... no coz, raczej jeszcze nie ma w Lunie, a nawet jesli sa to przewaznie pod koniec roku i do tego w ilosci ktora mozna obliczyc dosc szybko przy pomocy palcow jednej reki :))
Trzymajac sie zasady, ze nie pierwszy lowi rybe - przynajmniej niezawsze - ruszylem powoli za nimi. Juz i tak wysoka woda zaczyna sie podnosic po porannych deszczach. Teraz jest okolo 3ft i sporo zielska zaczyna sie czepiac kotwiczek. Nurt corac silniejszy i wahadla wynosi do wierzchu. Zakladam Fly C. Okolo 20g, czerwone ze starym, miedzianym, malym, matowym skrzydlekiem (ten kolor starej "zepsutej" miedzi juz kiedys zadzialal).
Schodze miejsce nizej, przed wystempem, z ktorego lowil juz jakis "dziadek", ale cofam sie pare metrow w niewygodny dolek,z ktorego raczje nikomu przedemna niechcialoby sie lowic.. Rzucam zaraz za warkocz, odbijajacej od brzegu wody, na ktory napiera nurt z zakretu. Pare ruchow korbka i trace na chwile kontakt z przynentea?? Czyzby ryba, a moze jakas przeplywajaca galaz lub smiec?
Starannie taki sam rzut, dwa ruchy korbka i BANG! Zawirowanie i blysk. Wedka zaczyna pulsowac. A jednak, to byla ryba :) Zylka niezbyt mocna, no i nie ma sensu forsowac ryby pod silny prad, dlatego schodze do niej zwijajac zylke. Miekkie odbicia wspomagane sila rzeki utrzymuja rybe przy dnie. Ale po chwili "podnosze" ja do gory. Moze nie jakis tam okaz, ale za to swiezutka sztuka prosto z morza :D Niby juz pod nogami, ale wciaz jeszcze zwawa odbija w nurt i ucieka mi raz za razem. Az w koncu jej ruchy zwalniaja i po kolejnej probie z rospedu laduje w zatoczce pomiedzy moimi rekoma.
Jeszcze klasyczna fotka z wedka.
Moj pierwszy, srebrniutki, grubasny grilse zaliczony :)
Jest 12:40, czyli znow w samo poludnie (podobnie jak tegoroczny springer) ze srodka rzeki wyjmuje rybe dnia. Cisnienie powolutku rosnie i jest na 998hpa. Mam jeszcze jakies 2h lapania, robie wiec wycieczke w dul by poznac pozostale miejscowki oraz cala dlugosc odcinka. I faktycznie tak jak mowil "dziadek" sa to bardzo ciekawe miejsca. Niestety przy tym stanie wody bardzo trudne do oblowienia i dokladniejszego rozpoznania.
Jeszcze pare fotek, okolica naprawde robi wrazenie i dochodzi 14a - trzeba sie pakowac i wracac do rowera.
Poziom wody niemalze powodziowy. Wraz z rzeka podnosi sie cisnienie i zrywa sie silny wiatr. Rower pozostawiony przy drzewku nad rzeka zastaje do polowy zalany. Od rana woda podniosla sie o ponad 0,5m. Szybka kompiel za kolana, wyciagam rumaka i ruszam pod wiatr do domu. Schodzi mi okolo 1,5h. W porownaniu, rano z wiatrem przyjechalem tu w jakies 50min. Na jakis czas bede mial dosc wypraw na ryby. Na jakis czas, tzn. 2 dni, bo juz w niedziele o 4-tej nad ranem "szorowalem" z muchowka do Skerton, by sprobowac szczesia w poprzyplywowej wodzie :)))
Polamiania kija